Parlament

22.11.2011 r.

ODWROTNA STRONA MEDALU

PARLAMENT NADĄŻAJĄCY ZA NARODEM

W powodzi komentarzy powyborczych spróbujmy dodać kilka obserwacji, w tym odniesienia spółdzielcze. Najpierw spojrzenie ogólne: były to z pewnością najlepsze wybory od wielu lat, ze stonowaną i mało agresywną  kampanią oraz fenomenalnie  przewidzianą prognozą wyników przez OBOP, że lepiej nie można. Zachodnio-europejska prasa i politycy poklepali nas po plecach: Polacy w wyborach odrobili wszystkie zadania. Niech będzie i tak.

Może będą to wreszcie ostatnie wybory, w których gra idzie jednego dnia
o wszystko.
W tzw. dojrzałych demokracjach wybory przynoszą jakieś korekty – więcej liberalizmu lub demokracji, ograniczenie napływu imigrantów z Afryki, więcej socjalu lub podatków, ale państwo kroczy z grubsza ustalonym kursem. W Polsce wynik wyborczy może z niedzieli na poniedziałek wywrócić w państwie niemal wszystko: stosunek do Unii Europejskiej, sąsiadów, lustracji, menedżerów którzy znowu zostaną oligarchami
w kajdankach, a Rzeczpospolita otrzyma kolejny numer. Trochę metodą generała De Gaulle, który ustanowił swoją V Republikę we Francji. W naszym kraju do takiej wywrotki modelu
i celów państwa potrzeba jakieś milion głosów przewagi, by urządzić pozostałe 36 milionów.

Gazeta Wyborcza cytowała wypowiedź lidera głównej partii opozycyjnej: „Wojnę polsko-polską może zakończyć tylko nasze zwycięstwo. Bo pewne sprawy byśmy musieli oczywiście podsumować. Potem byśmy to zakończyli”. Dlatego wyborom w Polsce towarzyszy wciąż napięcie na tle wyników.

Wybory parlamentarne z 9 października dają nadzieje na perspektywiczną  zmianę tej sytuacji, gdyż doprowadziły do odkorkowania zabetonowanej dotąd sceny politycznej. Ten skrót  myślowy winien być czytelny: do parlamentu weszły nowe siły, co wymusza wpuszczenie do centralnej polityki także inne idee i część nowych ludzi. Główna partia opozycyjna potwierdziła w wyborach swoją trwałą mniejszość parlamentarną, osamotnienie i brak zdolności koalicyjnej. Część ludzi już stamtąd odeszła. Na lewicy zapowiadane jest generalne przemeblowanie pod nowym choć doświadczonym liderem.

Lewicy przybyła neolewica Janusza Palikota, na razie traktowana jako sezonowa efemeryda. W prasie establiszmentowej nie szczędzi się nowym złośliwości, ich posłowie są prześwietlani od najgorszej strony, Samoobrona to ma być przy Ruchu salon. Zgorszonym publicystom warto przypomnieć, że w stolicy statecznych Niemiec parady gejów to stały folklor, zaś w wyborach samorządowych w Berlinie wypłynęła Partia Piratów, a myśmy mieli już w Sejmie satyryków z partii Małego i Dużego Piwa. I co? – i nic, się rozeszło.

Odkorkowanie sceny politycznej może skłonić do poszerzenia bazy rządzenia o nowe ruchy społeczne, które lepiej że będą się kłócić o swoje w Sejmie, niż bić z policją na ulicy.
Z pewnością dobrze, iż jest reprezentacja nowych nurtów społecznych, w ten sposób parlament będzie nadążał za narodem. A że kłopoty mogą być – taka robota w polityce.

Powyborcza retoryka przyniosła kolejny cel, czym ma być Polska jako druga. Otóż Polska miała być już drugą Japonią, drugą Irlandią, teraz  ma być drugim Budapesztem, jak marzy
i obiecuje lider opozycji. Krótki kurs historii najnowszej Węgier wskazuje, by trzymać się sympatii do naszych „bratanków” – zwłaszcza ich kultury, wina, papryki i czardasza ale niekoniecznie przeszczepiać nad Wisłę wszystkie doświadczenia. Węgierscy politycy kłócą się nie gorzej niż nasi. Poprzedni socjalistyczny rząd otwarcie przyznał się do oszukiwania narodu. W czasie powstania w Budapeszcie w 1956 r. rozwścieczeni komunardzi powiesili na latarniach pracowników Komitetu Miejskiego Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, następnie jako kontrrewolucjonistę stracono premiera Imre Nagy /czyta się Nodź a znaczy to wielki/. Ustrój przywróciła na Węgrzech Armia Czerwona. Dzisiejsze Węgry to także licząca 10 tys. ludzi umundurowana gwardia polityczna prawicy, maszerująca waląc buciorami
w asfalt i ostry narodowościowy zatarg ze Słowacją, oraz ograniczenie praw wolnej prasy. Gdy lider naszej opozycji marzy o drugim Budapeszcie w Polsce najbliższych lat, to my za taką perspektywę dziękujemy.

A jeśli Polska Jest Najważniejsza – to niech będzie po prostu zawsze pierwsza, a nie druga po Budapeszcie.

Na koniec kilka słów na temat sytuacja powyborcza a spółdzielczość. Wydaje się że może być lepiej: do Senatu z listy PiS weszli dwaj eksperci spółdzielczy grubego kalibru: prof. Henryk Cioch z Lublina i Grzegorz Bierecki współtwórca i lider Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych. Dostali się do parlamentu z Wielkopolski spółdzielczy rolnik Romuald Ajchler i obecny minister Eugeniusz Grzeszczak, można spółdzielczo liczyć w Sejmie na posła – byłego premiera Leszka Millera, szefa klubu SLD. Nie dostało się do parlamentu kilku innych spółdzielców, na których liczyliśmy.

Jest w nowym parlamencie pani posłanka Lidia Staroń, więc kolejne projekty ustaw spółdzielczych wydają się zapewnione. Sympatyczny może być spółdzielcom Ruch Palikota. Wszak biznes lidera Ruchu mieści się w Lublinie przy ul. Spółdzielczej, przy tej ulicy uzyskał sukces gospodarczy.

OBSERWATOR

Ps. Autor jest redaktorem naczelnym „KURIERA SPÓŁDZIELCZEGO”

 

Kontakt

 

Żyrardowska Spółdzielnia Mieszkaniowa

96-300 Żyrardów

ul. Środkowa 35

 

tel. +48 46 855 30 41

tel. +48 46 855 30 42

fax. / tel. +48 46 855 49 54

 

e-mail sekretariat@zsm.net.pl

 

Dział Techniczny

e-mail techniczny@zsm.net.pl

 

Administracja os.

"Wschód - Teklin - Piękna"

tel. +48 46 855 46 92

tel./fax +48 46 855 75 92

 

Administracja os.

"Żeromskiego - Sikorskiego - Batorego - Centrum - Radziejowska - Słoneczna - Kościuszki"

tel. +48 46 855 30 53

tel./fax +48 46 855 43 70

 

Osiedlowy Dom Kultury

tel./fax +48 46 855 16 56

e-mail odkinfotv@gmail.com

 

Klub "Koliber"

tel. +48 46 855 75 60

e-mail klubkoliber@poczta.onet.pl 

 

Klub Kultury Fizycznej

tel. +48 46 855 98 77

Rachunki Bankowe

Redakcja serwisu